Umysł

Minimalizm, czyli sztuka odejmowania

Pewien mędrzec powiedział, że doskonałość to stan, w którym nic już nie można odjąć.

Paradoksalnie – większość ludzkich dążeń nakierowanych jest na to, by mieć więcej – w wymiarze materialnym i nie tylko.

Co tracisz, gdy zyskujesz?

Człowiek więc poświęca coraz więcej czasu i energii, by posiadać więcej. Ale każda nowa rzecz obok zastrzyku przyjemności przynieść może wiele negatywnych konsekwencji, takich jak: strata pieniędzy, strata miejsca i… coraz większy apetyt na posiadanie.

Oczywiście – rzeczy są nam potrzebne, pomocne, ale współczesny człowiek ma tendencje do posiadania ponad miarę – co w skrajnych przypadkach prowadzi do uzależnienia od przyjemności kupowania i zakupoholizmu, który miewa rujnujący wpływ na życie…

Minimalizm jako styl życia

Minimalizm jest dla mnie jedną z dróg do wewnętrznego spokoju i osobistego szczęścia. Ścieżkę w kierunku MNIEJ oraz sposób życia, w którym więcej jest odejmowania (zwłaszcza rzeczy) niż dodawania, odnalazłam wiele lat temu i od tej pory rzadko z niej zbaczam.

Swoją przygodę z odejmowaniem rozpoczęłam od szafy – zniknęły z niej ubrania, których dawno na siebie nie zakładałam, i wszelki nadmiar. Zostały rzeczy najpotrzebniejsze i… sporo przestrzeni. Każde ubranie stało się jakby bardziej ważne, zniknęły też rozterki, w co się ubrać: nie ma zbyt wielkiego wyboru 🙂

Po ubraniach przyszedł czas na nadmiar biurowych przyborów – zniknęły nadmierne ilości długopisów, ołówków, linijek czy spinaczy biurowych. Nic nie straciłam – wszak nie umiałabym pisać dwoma długopisami jednocześnie.

Z wszelkich papierów pozostały przede wszystkim te, które mają moc urzędową – dyplomy i umowy. Inne – jeśli zawierały bardzo ważne lub interesujące dla mnie treści, zostały zeskanowane, pozostałych się pozbyłam…

Pozbyłam się też dziesiątek czasopism i płyt oraz prawie wszystkich zajmujących szuflady szpargałów. Nie brakuje mi ich. Jest więcej przestrzeni, łatwiej zachować porządek.

Właściwie jedynym wyjątkiem są książki, nadal mam ich dużo.

Rzeczy osobiste bez kłopotu spakowałabym do jednej walizki.

Gdy udało mi się pozbyć nadmiaru rzeczy, zauważyłam, że bez większości usług abonamentowych doskonale mogłabym się obyć. Nie kontynuowałam więc m.in. umowy na płatną telewizję – zupełnie tego nie żałuję (w TV i tak nie znajdowałam nic dla siebie).

To wszystko jednak to tylko kawałek drogi do minimalizmu… i to ten najłatwiejszy. Bowiem sztuka odejmowania to też zdolność odcięcia przywiązań, niekorzystnych nawyków czy wszelkiego typu uzależnień, które – tak samo jak niepotrzebne rzeczy – stanowią obciążający balast… i pewnie dopiero „odłupanie”od siebie setek niepotrzebnych rzeczy, ale i nawyków, psychicznych przywiązań może przynieść cudowny stan wolności… stan, w którym niż już nie można odjąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error: Content is protected !!